Anime

piątek, 25.listopada.2011, 20:51
Są pewne anime, których nie powinno się oglądać...
Są zbyt smutne, za bardzo bolą...



Noc spadających gwiazd

czwartek, 13.października.2011, 18:34
Nie, nie notka. Notkę na pewno kiedyś napiszę. Jednak teraz mam dla was opowiadanie, które napisałam wczoraj. O nejim i Tenten. Uwaga, jest kilka mocniejszych scen.
__________________________________

Była strasznie podekscytowana. Miała już osiemnaście lat, a czuła się jak mała dziewczynka, tak bardzo radowała się z tej okazji. Uwielbiała noc spadających gwiazd. Co roku z wytęsknieniem czekała na to wydarzenie, nie znała nic piękniejszego. Szczególnie, że miała jedno ulubione miejsce, polanę która dawała cudowny widok na niebo, a nikt o niej nie wiedział. Mogła więc podziwiać widowisko w błogiej samotności, mogła jak dziecko pokrzykiwać z zachwytu i wypowiadać na głos życzenia, nie martwiąc się o to, że ktoś weźmie ją za wariatkę.


Podbiegła do okna i z niepokojem wyglądała jakiś oznak deszczu lub chmur mogących wszystko zepsuć. Jednak niebo było czyste, a zachodzące słońce barwiło je na pomarańczowo.


Uznała, że to dobra pora by już iść na miejsce. Jeżeliby zwlekała to pewnie Lee przyszedłby do niej i próbował wyciągnąć na imprezę toczącą się z tej okazji w wiosce. Tłumy ludzi ubranych w kolorowe kimona, stoiska z bibelotami i jedzeniem, piękna muzyka. To wszystko miało swój urok, ale ona wolała przeżyć tę noc na swój sposób.


Spakowała do plecaka trochę jedzenia, koc i termos z herbatą, i wybiegła z domu.


Na ulicach już zbierali się mieszkańcy, dzieci piszczały z zachwytu oglądając zabawki i kolorowe lampiony, a rodzicie radowali się widząc rozradowane pociechy. Tenten jednak nie interesowały te atrakcje, przemknęła szybko pomiędzy stoiskami mając nadzieję, ze nikt jej nie dostrzeże.


Dłuższą chwilę zajęło jej przedarcie się przez las wprost do upragnionej polany. Z roku na rok ciężej było jej przedostać się przez wciąż rosnące drzewa i krzaki, jednak cieszyła się z tego. Taka ochrona gwarantowała, że nikt nie znajdzie JEJ miejsca. Kiedy znalazła się tu po raz pierwszy, miała pięć lat. To było właśnie podczas nocy spadających gwiazd, gdy zdenerwowana tłumami ludzi i hałasem, uciekła rodzicom by znaleźć miejsce w którym mogłaby w spokoju pooglądać niebo. Już od pierwszego spojrzenia czuła, że ta przestrzeń jest magiczna. Od tego czasu przychodziła tam często, żeby pobawić się i potrenować rzuty. Nawet potem, gdy była już starsza lubiła tu przychodzić by pomyśleć, odpocząć od zgiełku wioski.


Czując jak zawsze, gdy tu była, lekkość w sercu, rozłożyła na ziemi koc. Usiadła wygodnie i zaczęła wpatrywać się przed siebie. Po słońcu została już tylko nikła poświata, już niedługo miał się zacząć spektakl.


Pierwsza spadająca gwiazda pojawiła się wkrótce, a za nią kolejne. Niebo iskrzyło się od złotego blasku. Tenten wpatrywała się w to zjawisko z zachwytem, ilekroć to widziała, zawsze radowało ją tak samo. Zaśmiała się głośno, a potem znowu, nie krępowała się w samotności wyrażać entuzjazmu. Nie nadążała z wymyślaniem życzeń, wypowiadała więc je tylko co pewien czas. To były błahostki, często głupie, jak prośba o jakąś nową broń. Poważniejsze życzenia zachowywała dla siebie, bo te niewypowiedziane miały większą moc.


Leżała tka dość długo, ale w pewnym momencie usłyszała szelest krzaków. Zerwała się na równe nogi i wyciągnęła kunai gotowa do obrony. Byłą przerażona, ktoś odkrył jej azyl, nigdy nikt jej tu nie niepokoił, aż do teraz. Uspokoiła się jednak po tym jak zobaczyła kto wychodzi zza drzew.


-Neji! –krzyknęła zdziwiona.


Chłopak ubrany w tradycyjne kimono zaczepiał o gałęzie i przeklinając w końcu stanął na równej trawie. Na czole nie miał ochraniacza, ale zwykłą białą opaskę, włosy rozpuszczone, zaczesane były do tyłu. Choć wyglądał w tym stroju bardzo dostojnie, widać było, że nie pasuje mu noszenie go. Jednak rodzina Hyuuga była organizatorem, gospodarzem festiwalu, więc chcąc nie chcąc musiał się tak ubrać, a także uczestniczyć w nudnych spotkaniach.


-Co ty tu robisz? –spytała zdziwiona chowając broń. –Nie powinieneś być z rodziną?


-Zobaczyłem jak zmierzasz w tę stronę, więc przy pierwszej sprzyjającej okazji urwałem się i przyszedłem do ciebie. Nienawidzę tych wszystkich wymuszonych uprzejmości, które trzeba prawić przy takich okazjach.


Nie wiedziała co powiedzieć. Neji przyszedł tu bo tak jak ona miał ochotę wyrwać się z tłumu. Jednak to była przecież jej samotnia. Wpuszczenie go tu oznaczało zepsucie sobie nocy, nie mogła być przecież tak swobodna przy Hyuudze.


-Chyba nie jesteś zbyt zadowolona, że tu jestem.


Jakby czytał w jej myślach, spojrzała mu jednak w oczy i dostrzegła w nich cień smutku i błagania.


-Siadaj, tobie też należy się trochę spokoju.


Podszedł więc do koca i ciężko na niego opadł. Nie odzywał się już więcej tylko z zamyśleniem spoglądał w górę. Tenten ulokowała się koło niego.


Siedzieli tak w ciszy, oboje wpatrywali się w gwiazdy. Choć dziewczyna nie mogła już zachowywać się tak jak przedtem, to jednak obecność Neji'ego była wyjątkowo pokrzepiająca, a bała się przecież że on zepsuje jej tę noc. Spojrzała na niego z boku. W białych oczach odbijały się iskry, księżyc oświetlał jego bladą skórę, ciemne włosy okalające jego twarz dodawały jego rysom łagodności. Był nawet piękniejszy niż zwykle.


-O czym ty myślisz –Tenten skarciła się w myślach i wróciła do obserwacji nieba.


Nie mogła się jednak powstrzymać od zerkania co chwilę w jego stronę, analizowała linię jego nosa, kształt brody. Nie po raz pierwszy przyglądała mu się w ten sposób, a jednak magia tej nocy sprawiała, że dziś czuła coś całkiem innego, dziwnego. Nie mógł nie zauważyć jak gapi się na niego szeroko otwartymi, brązowymi oczami. Odwrócił głowę w jej stronę i też zaczął się w nią wpatrywać. Ich spojrzenia spotkały się, dziewczyna szybko spuściła głowę czerwieniąc się. Nie miała pojęcia co się z nią działo, ale czuła że serce waliło jej jak młotem.


-To tylko Neji –mówiła sobie w duchu. –Twój kolega z drużyny, najlepszy przyjaciel...


Nie mogła opanować drżenia rąk. Nigdy jeszcze się tak nie czuła, a jednak bycie z Neji'm sam na sam, w tym miejscu, w tym czasie, wzbudzało w niej jakieś głęboko ukryte uczucie.


-Wiesz, pasuje ci ten strój –zaśmiała się nerwowo, próbując rozładować atmosferę.


-Bardzo śmieszne –oburzył się. –Nienawidzę tej całej oficjalnej otoczki.


-No cóż, bycie członkiem klanu Hyuuga zobowiązuje do czegoś.


Zmarszczył brwi po czym zabierał się do wstania.


-Nie bądź zły na mnie, zostań.


To ostatnie słowo wypowiedziała szeptem. Zastygł, po czym znów usiadł obok niej. Tym razem jednak znacznie bliżej. Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jej.


-Chcesz, żebym z tobą został? –zapytał cicho przybliżając się coraz bardziej.


Słowa utknęły jej w gardle, przełknęła głośno ślinę i delikatnie kiwnęła głową. Uśmiechnął się zawadiacko, a potem objął jej twarz dłońmi.


-W takim razie zostanę. W tak piękna noc nie mogłem sobie nawet wymarzyć lepszego towarzystwa.


Przesunął kciukiem po jej policzku, jej wszystkie mięśnie się napięły, a po ciele przeszedł dreszcz. Nie próbowała się wyswobodzić, choć czuła że powinna, pragnęła być tak blisko niego. Zsunął jedną dłoń na jej kark, a drugą oparł na jej udzie. Uniósł się wolno i przesuwał twarz w jej stronę, nie mogła w to uwierzyć. Była pewna, ze to sen, że zaraz się obudzi, serce omal nie wyskoczyło jej z piersi. Zaledwie milimetry dzieliły ich usta kiedy go odepchnęła, pobiegła na skraj polany i ukryła twarz w dłoniach, policzki paliły ja żywym ogniem. Czuła się źle, ostatkami sił się opanowała, czułą że im nie wolno, że tak nie wypada. Żeby ona, z Hyuugą, kto by to zaakceptował? Jakim cudem ON w ogóle tego chciał, czasem miała wrażenie, ze patrzy na nią w inny sposób niż na resztę dziewczyn, ale nigdy nie sądziła, że mogliby...


Złapał ja za biodra, a potem poczuła jak całuje jej szyję. Ciepło jego ust wyzwoliło falę gorąca, która rozeszła się po jej ciele.


-Nie możemy... Neji... –wyjąkał, gdy zaczął obsypywać pocałunkami jej kark.


-Dlaczego? –zapytał tylko na chwilę przerywając.


-Jesteśmy członkami jednej drużyny... Nie wypada... –nie dokończyła bo chłopak szybkim ruchem obrócił ją i zamknął jej usta pocałunkiem.


Pozostała jednak nieruchoma. Nie wiedział co robić, to był jej pierwszy pocałunek. Tylko kilka razy przemknęło je przez myśl, że to mógłby być Neji. Odsunął się kawałek i spojrzał prosto w jej oczy.


-Kocham cię Tenten –wyszeptał całując ją kolejny raz.


Tego już było za wiele, ledwo trzymała się na nogach, nie wierząc w to co się właśnie działo. Tym razem odwzajemniła pocałunek, ich języki spotkały się w miłosnym tańcu. Objęła jego szyję i rokoszowała się smakiem jego ust.


Kiedy wreszcie na chwilę się od siebie oderwali sapała ciężko czując, że brakuje jej tchu. Nie chciała jednak przestawać, uczucie do niego mieszało się z pożądaniem. Wolno rozpinał jej koszulę, schodził przy tym pocałunkami coraz niżej. Zagryzała wargę by nie jęknąć.


Nawet nie zauważyła kiedy znaleźli się na ziemi, zsunęła jego kimono odsłaniając ramiona. Delikatnie muskała je ustami rozbierając go coraz bardziej. Jego nagi tors błyszczał od kropelek potu. Kolejny raz namiętnie ją pocałował, przesuwając ręką po jej udzie i gładząc jej piersi by zaraz znów zsunąć się niżej, językiem przesuwał po jej brzuchu zbliżając się coraz bardziej do linii jej spodni. Nie wytrzymała, jęknęła głośno co doprowadziło go do wrzenia. Nie przestając całować jej podbrzusza zsuwał jej spodnie.


Ich ubrania leżały wkoło, a echo lasu roznosiło ich jęki. W tę piękną noc spadających gwiazd, kochankowie smakowali swe ciała po raz pierwszy. Ich umysły i ciała zlały się w jedno, palące się ogniem pożądania. Nie było już nic, przestał istnieć czas, nie było nieba, ziemi, wszystko znikło w żarze ich uczuć. Już nie liczyło się to, co ktoś sobie pomyśli, byli tylko oni, idealnie dopasowani, złączeni w odwiecznych okowach miłości. A gwiazdy nad nimi kończyły swój żywot, spełniając ich wyszeptane marzenia...




Informacja

wtorek, 11.października.2011, 00:28
Kolejna notka, któa się pojawi będzie się działa kilka miesięcy (lub tygodni, nie jestem pewna) później. TO co się wydarzyło do tego czasu będę wspominała w retrospekcjach.



Hello:)

czwartek, 22.września.2011, 19:20
Obiecuję, że choć już nie mam siły do tego bloga, to dodam wkrótce nową notkę. Zapraszam serdecznie na profil http://www.youtube.com/user/kinezyna
Różne zagrajmy w... polecam.



Jeszcze nie, ale

piątek, 15.kwietnia.2011, 21:57
nie wszystko stracone. Cierpliwi zostaną wynagrodzeni.



Wesołych Świąt

piątek, 24.grudnia.2010, 15:53

Gdy choinka świeci już,
Gdy Mikołaj jest tuż tuż,
Gdy kolęda w tle się snuje,
Gdy kolacja się gotuję,
Życzę szczęścia, pomyślności,
A przy stole dużo gości.



Historia Sonako

poniedziałek, 22.listopada.2010, 21:40
Napisałam. Właściwie nie wiem czemu i czy to nie jest ostatnia, raczej nie, ale pewnie następne za pół roku. To już nie jest dobre, straciłam zapał, przykro mi. Chcecie to czytajcie, nie chcecie, to cóż…
************************
Skrzypnięcie drzwi sprawiło, że Sakura niespokojnie poruszyła się w swoim łóżku. Odwrócił się w jej stronę by spojrzeć na jej twarz ostatni raz. Wiedział, że nie ma sensu zostawiać listu, nie wiedziałby co miałby w nim napisać. Żadne wyjaśnienia, żadne słowa, nie sprawią, że dziewczyna będzie mniej cierpieć. Powstrzymał się od tego by podejść i jeszcze ten jeden raz zatopić się w jej ustach. Poczuł ukłucie w sercu, ale miał to być ostatni ludzki odruch w jego życiu. Całą swoją przeszłość zostawiał w tym pokoju, przy przyjaciołach. Kiedy stąd wyjdzie, stanie się zimny i bezwzględny, tylko taki będzie w stanie zabić brata. Przekroczył próg, a najpiękniejszy rozdział jego życia, po prostu się zamknął.
************************
Podniosła z ziemi plecak, omiotła spojrzeniem pokój sprawdzając, czy zabrała ze sobą wszystkie swoje rzeczy. To co robiła było istną głupotą, ale nie mogła postąpić inaczej, po prostu nie mogła. Znowu będzie robić to czego nienawidziła całym sercem, jednak kiedy zobaczyła Saro, wszystko inne straciło sens. Była już prawie przy drzwiach, gdy usłyszała cichy pomruk. Odwróciła się i jej spojrzenie spotkało się z dwoma małymi punkcikami.
-Seki, cicho, obudzisz je. –szepnęła, a ptak tylko zamachał ogromnymi skrzydłami, a potem wrócił do przyglądania się jej z wyrzutem.
Pokręciła przecząco głową, sama nie wiedziała dlaczego, ale miała wrażenie, że on namawia ją by została. Znowu usłyszała pomruk, ale zignorowała go i wyszła w przyszłość, straszną przyszłość.
*************************
-Co ty tu robisz? –zapytała Mage, gdy ujrzała na ganku Sasuke opartego o poręcz.
-Mógłbym zapytać o to samo, ale nie muszę, dobrze wiem dokąd się wybierasz i chcę iść tam z tobą.
-Zwariowałeś? Niby po co?
-Żeby pokonać brata musze stać się silniejszy, a Czarni Ninja to jedni z najlepszych wojowników na świecie.
-Wiesz na co się decydujesz? Życie na marginesie, żadnego miejsca na współczucie, brak zaufania do kogokolwiek. Jeśli ze mną pójdziesz stracisz to wszystko co masz. Ja muszę tam iść, ale ciebie nikt nie zmusza, możesz po prostu wrócić do środka i nikt nigdy nie dowie się, że chciałeś odejść.
Nie odpowiedział, ale jego spojrzenie mówiło wszystko. Był pewny swojej decyzji.
-Więc chodźmy.
Wskoczyli w ciemność, a im bardziej się oddalali tym mniej mieli wątpliwości, ze postąpili słusznie. Już nie byli tymi samymi ludźmi, ona znów była Rimą, a on stał się Takim.
**************************
Obudziła się z cichym krzykiem. Stało się coś złego, czuła to, ale nadal nie wiedziała co. Usiadła na łóżku i rozejrzała się, w pierwszym momencie widok pustego łóżka Sasuke wcale jej nie zdziwił. Mógł przecież wyjść na przykład do łazienki. Jednak coś było nie tak, ostrożnie wstała i rozejrzała się po pokoju. W świetle księżyca, który wpadał przez źle zasunięte zasłony, zobaczyła, że brakuje jego rzeczy. Wtedy ją coś tknęło, wybiegła z pokoju starając się nie budzić Naruto. Stanęła na ganku, noc była wyjątkowo ciepła, na podłodze ujrzała karteczkę. W środku było tylko jedno słowo „zapomnij”, pismo poznała od razu. Skojarzenie faktów nie było trudne, on znów odszedł i tym razem na dobre. Nie była pewna jak się czuje, po prostu usiadła na deskach i wpatrywała się w majaczącą w oddali linię lasu. Chciała płakać, ale już nie mogła, nagle poczuła się tak jakby już wypłakała wszystkie łzy przeznaczone na niego. Czuła pustkę, okropną pustkę i ból, serce bolało ją tak bardzo, że przez chwilę była pewna, że to zawał. A potem wstała, zmięła kartkę w ręce i rzuciła w dal. To był koniec! Postanowiła już nigdy więcej przez niego nie cierpieć, choć kochała go mocno to to uczucie minęło w jednej chwili, nawet nie sądziła, że to możliwe, ale już nie chciała go więcej oglądać, wyczerpał się kredyt jej zaufania. W momencie, gdy chciała wejść do domu, usłyszała przerażający śmiech. Odwróciła się i zamarła ze strachu, przed nią, kilka centymetrów nad ziemią unosił się duch pięknej dziewczyny.
-Kim jesteś?
-Nazywam się Sonako, jestem upiorem mieszkającym w tym budynku. Nikt kto tu się zjawi nie zazna spokoju, wszyscy będą cierpieć.
Głos zjawy zawibrował tuż koło jej ucha, Sakurę przeszedł zimny dreszcz.
-Więc to ty stoisz za tymi strasznymi wydarzeniami? Za śmiercią Ino? Za odejściami Sasuke? Dlaczego? –była przerażona, próbowała się wycofać do środka, ale mimo szczerych chęci nie mogła się ruszyć.
Sonako podleciała bliżej i spojrzała jej głęboko w oczy.
-Dlaczego, pytasz? –zapiszczała nieludzko wysokim głosem -Nienawidzę wszystkich ninja, mam prawo ich nienawidzić za to co mi zrobili! Posłuchaj…
**********Pięćdziesiąt lat wcześniej**************
-Tato, tato więc to jest nasz dom? –czteroletnia Yuko, która siedziała na ramionach Koji’ego, wrzasnęła rozradowana, gdy ujrzała olbrzymi budynek na środku górskiej polany.
-Tak, piękny prawda? Budowałem go ponad dwadzieścia lat, zacząłem jeszcze z waszym dziadkiem. Teraz wreszcie jest gotowy i możemy tu zamieszkać.
-Jest naprawdę cudowny, wreszcie będziemy mogli odpocząć z dala od tych wszystkich wojen. Wreszcie nie będę się musiała martwić o córki. –Aya zmęczona położyła na ganku torby, które niosła.
Całego ich dobytku nie było wiele, większość została zniszczona w pożarze ich wioski. To właśnie to wydarzenie sprawiło, że w końcu zdecydowali się przeprowadzić, nic już ich nie trzymało w Wiosce Huno.
-Mnie się tu w ogóle nie podoba, w okolicy nie ma żadnych ludzi, nawet nie będę mogła się spotkać z rówieśnikami. –czternastoletnia Sonako przysiadła na jednym ze schodów i rozejrzała się w koło, ale wszędzie był tylko las.
-Nie przesadzaj, tu na pewno będziemy szczęśliwi…
-----2 lata później-----
Mimo początkowej niechęci Sonako w końcu zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. Doceniła jego spokój, to że nie musieli mieszać się do konfliktów, cały świat był poza nimi, tylko rodzice raz w miesiącu schodzili z góry by uzupełnić zapasy najpotrzebniejszych produktów.
Jednak sielanka nie trwała długo, tego dnia, tragicznego dnia, deszcz lał się strumieniami, a Aya i Koji wybrali się właśnie w comiesięczną podróż. Yuko wraz ze swoja starszą siostrą strasznie się denerwowały, zaczynało się już ściemniać, a oni wciąż nie wrócili. Siedziały przytulone na sofie pocieszając się wzajemnie, że wszystko będzie w porządku. Po pewnym czasie usłyszały dźwięk otwierających się drzwi, pobiegły więc do przedpokoju, ale w progu stali dwaj wielcy mężczyźni. Po opaskach na ich czołach poznały, że to ninja, a wściekłe wyrazy na ich twarzach mówiły, że raczej nie mają dobrych zamiarów.
-Gdzie jest Ichizo Gayamo?
-Nie mam pojęcia o kim mówicie. –szesnastolatka nie rozumiała o co im chodzi, czuła że jej mała siostra schowała się za nią i drży ze strachu.
-Dobrze wiemy, że się tu ukrywa, jeśli nie powiesz mi gdzie, zabiję ją. –wykonał szybki krok, złapał Yuko i przystawił jej kunai do gardła.
-Nie! –wrzasnęła Sonako. –Puśćcie ją!
Nie miała pojęcia co robić, w ich domu nikt się nie ukrywał.
-Masz ostatnią szansę!
-Przysięgam wam, ze tu nikogo nie ma!
-Poświęcisz jej życie za niego?
-Naprawdę nie mam pojęcia o kim mówicie!
W tym momencie nóż przesunął się po delikatnej skórze, a krew trysnęła. Z małego ciałka powoli uchodziło życie, a szesnastolatka zastygła.
-NIE! –wrzasnęła –Pożałujecie! Zabiję was! Zginiecie śmiecie!
Złapała w rękę wazon i zamachnęła się, ale drugi dryblas bez problemu odparował jej atak, a potem przygwoździł ciałem do podłogi. Czuła na karku jego sapiący oddech, a jedyna myśl jaka krążyła w jej głowie to to, że zabili jej ukochaną siostrzyczkę.
-Słuchaj, skoro nawet to nie przekonało cię do mówienia, to może trochę zabawy rozwiąże ci język?
Poczuła, że próbuje ściągnąć jej bluzkę i zrozumiała co chce zrobić, nie mogła mu na to pozwolić. Zaczęła się wić i wierzgać, chciała uciec, ale poczuła że ją przytrzymują. Zgwałcili ją, oboje, nie raz. Gdyby cokolwiek wiedziała już dawno by powiedziała, ale nie wiedziała nic. Oprychom nie wystarczyło, że ją wykorzystali, źli, że wciąż nie uzyskali odpowiedzi, zabili ją.
Dwaj wojownicy znaleźli Ichizo ukrywającego się w piwnicy państwa Tomichi, schował się tam bez ich wiedzy, nikt z domowników o tym nie wiedział. Aya i Koji powrócili następnego ranka, zginęli tak jak ich córki. Zapłacili najwyższą cenę przez konflikt, który ich nawet nie dotyczył. Jednak Sonako nie zaznała spokoju, tuż przed śmiercią przeklęła wszystkich ninja, stałą się duchem smutku. Jej cierpienie nie dało jej spokoju wiecznego, nie mogła wybaczyć, więc teraz mści się na tych których uważa za prekursorów wszelkiego zła.
**************Teraźniejszość******************
Shikamaru westchnął przeciągając się. Tą noc spędzili w niewielkiej gospodzie, pokoje były małe i zatęchłe, a na dodatek mieściły tylko dwa łóżka, więc siłą rzeczy musiał spać razem z Chouji’m. Właśnie dlatego spędził całą noc zmiażdżony między ścianą, a ciałem przyjaciela, przy akompaniamencie donośnego chrapania. Co prawda Marie proponowała mu miejsce obok siebie, ale on dobrze wiedział, że nie wypada dawać tej dziewczynie jakichkolwiek nadziei. Bo było widać, że ona ewidentnie coś do niego czuje, zawsze gapiła się na niego maślanymi oczami, strzygła rzęsami i zalotnie się uśmiechała. Podobieństwo do Ino prawie całkiem znikło, choć jeszcze czasem, gdy na nią spojrzał, serce zabiło mu mocniej.
-Dobra, ruszamy. –powiedział do drużyny, gdy już się ubrali.
Byli zaledwie dwa dni drogi od wioski Ulatulu, Nara cieszył się że już niedługo pozbędzie się kłopotliwej towarzyszki. Marie była strasznie marudna, narzekała praktycznie na wszystko i strasznie ich spowalniała. Po pierwszej nocy spędzonej w lesie oznajmiła, że nie chcę powtarzać tego nigdy więcej, teraz za każdym razem musieli szukać jakiś noclegów, a to poważnie nadszarpnęło ich finanse i zmarnowało mnóstwo cennego czasu.
-Może łyk ciemnego piwa? –szczerbaty kelner uśmiechnął się sztucznie i zamachał kuflem.
-Nie dzięki, my już idziemy.
Cudem odciągnął towarzyszy od stołu, rzucił kilka monet zapłaty i wyszedł z wściekłością. Miał już dość tej misji, a przecież tak na dobrą sprawę ona się nawet jeszcze nie zaczęła.
-Pamiętajcie żeby do mnie wpaść jeśli jeszcze kiedyś będziecie w tej okolicy! I polećcie mnie…
Reszty już nie słyszał bo z ulgą zatrzasnął za sobą drzwi. Oślepiło go poranne słońce, które zapowiadało upalny dzień. Zrezygnowany ruszył w dalszą drogę i nagle znów zabrakło mu Ino.
-Pewnie narzekała by, że to słońce zniszczy jej skórę, a potem oberwało by się mnie, nie wiem nawet za co. –pomyślał i uśmiechnął się.
********************************
Jej dłonie krwawiły, z podłużnych cięć powoli spływała krew. Nie potrafiła skupić się na obronie, niby jak? Właśnie dowiedziała się, że jej najlepsza przyjaciółka uciekła, odeszła by mordować na zlecenie. Słowa Saro potwierdziły się i Krisi nie mogła sobie darować, że w porę nie powstrzymała Mage. Jej rozmyślania przerwał świst i gwałtowny ból w prawym boku. Na skórze ujrzała długie nacięcie, nawet nie próbowała uskoczyć. Bała się spojrzeć na twarz swojego trenera, brwi miał ściągnięte, a usta zaciśnięte, był wściekły. Nie miała siły na praktykę. Odwróciła się i miała zamiar odejść, ale po zrobieniu kilku kroków wyrosła przed nią piaskowa ściana.
-Uciekasz? Nie wiedziałem, że jesteś takim tchórzem.
-Nie mam dziś nastroju.
Usiadła na ziemi i podkuliła nogi. Usłyszała za sobą kroki, schowała głowę i przygotowała się na cios, ale on nie nadszedł.
-Zawiodłaś mnie, nie sądziłem, że jesteś taka słaba. Tak łatwo się poddajesz, a jeśli chcesz pomóc Mage to powinnaś być silna.
Nie odpowiedziała, wolno podniosła wzrok i spojrzała na Gaarę siedzącego obok niej.
-Muszę wracać, już jutro. Jestem głupi, że pozwoliłem sobie na takie długie zabawienie tutaj, podczas gdy mam mnóstwo spraw jako Kazekage.
-Mam wrócić z tobą prawda?
-Nie musisz.
Zdziwiły ją jego słowa, o dziwo wydawał się taki delikatny i miły. Czyżby wreszcie zobaczyła jego prawdziwą twarz?
-Wrócę, zresztą słyszałeś Kakashiego, wynoszą się stąd w ciągu tego tygodnia.
Nie odpowiedział nic tylko spojrzał w dal jakby nad czymś głęboko myśląc.
-Powinnaś być teraz z Sarah.
-Nie, moje jedyne miejsce jest przy tobie.
Westchnął i objął ja ramieniem. Wtuliła się w niego i chciała tylko aby ten stan trwał, pragnęła siedzieć tak do końca świata, chciała zapomnieć o wszystkim…
**************************
-Więc chcesz się do nas przyłączyć?
-Tak.
-Rozumiesz co to znaczy? Potem już nie ma odwrotu.
-Rozumiem doskonale.
-Więc porzucić starą tożsamość i wybierz nowe imię.
-Taki.
-Więc dobrze, Taki witaj w naszej małej rodzinie, cieszę się, że ty i Rima będziecie od dziś jej częścią. Mamy już nawet pierwsze zlecenie.



Tak

wtorek, 24.sierpnia.2010, 10:27
Jeszcze kiedyś!



:)

niedziela, 13.czerwca.2010, 18:11
Wkrótce



Rozterki

niedziela, 14.lutego.2010, 14:18
Dlaczego to tak boli? Samotność, czy nie tego zawsze chciał? Zemsty? I tak bolało go jak patrzył na nią, gdy spała wtulona w jego ramionach. Ufała mu, a przecież na pewno na to nie zasługiwał, zbyt wiele razy ją zawiódł, zranił. Tak wiele razy był już bliski odejścia. Kilka lat temu uciekł, nie było go długo, właściwie sam nie wiedział co skłoniło go do powrotu od Orochimaru. Nawet ona nie chciała go po tym znać, Naruto długo się nie odzywał, ale w końcu mu wybaczyli, jak to przyjaciele. Nie zasługiwał na kogoś takiego, stanowczo byli dla niego za dobrzy. Wiedział, że wkrótce będzie musiał znów ich zawieść, znów odejdzie. Dokąd? Sam nie wiedział, ale zemsta nie dokona się sama, mógł przez pewien czas o niej zapomnieć, ale głęboka rana wyryła się w jego sercu na stałe. Dopóki Itachi żyje, on nie zazna spokoju. Haruno poruszyła się niespokojnie tak jakby słyszała jego myśli. Pogłaskał ją po włosach i napawał się ostatnimi chwilami beztroski. Głupi jesteś Sasuke! Masz wszystko, kobietę która cię kocha, przyjaciół, a jednak chcesz to wszystko zostawić! Jednak on nie był taki, mogło mu się wydawać, że ją kocha, ale osoba taka jak on nie była zdolna do miłości. Podniósł się z fotela razem ze śpiącą dziewczyną, położył ją na jej łóżku i pocałował w czoło. Jeszcze tylko kila dni, chęć mordu była silna, ale myśl, że ją opuści sprawiała, że czuł ten straszny ból. Jeszcze tylko kilka dni, może trochę dłużej, aż znajdzie miejsce do którego się uda by się wzmocnić. Wtedy jeszcze nie wiedział, że minął zaledwie dwa dni nim to się stanie.
**************************** (Droga mleczna przyp. Autorki (i nie pytajcie dlaczego))
Krisi siedziała na korytarzu, nogi podkuliła pod brodę i oplotła je szczelnie rękoma. Sakura bez większego problemu poradziła sobie z ranami Astuchiego, a Mage była tylko trochę oszołomiona i teraz odpoczywała w swoim pokoju.
Podniosła wzrok, naprzeciwko niej w takiej samej pozycji siedziała Sarah. Dowiedziała się o wszystkim dopiero przed chwilą. Rozdarta uczuciowo pomiędzy dwoma mężczyznami, musiała się znów zmagać z bólem przyjaciółki. Przeżywała to kolejny raz, gdy wtedy czarnowłosa znikła nie mogła się pozbierać. Pół roku ciągnęło się strasznie długo, a kiedy w końcu Mage wróciła, nie była już tą samą osobą.
-Myślisz, że to się na niej odbije, to spotkanie? –blondynka zapytała cicho.
-Nie wiem.
Zamilkły, przyjazd tu był głupim pomysłem, ten dom, to miejsce kryło w sobie jakąś tajemnicę, coś strasznego. Tenten która prawie zamarzła na śmierć, pierwsze odejście Sasuke, odejście Temari, samobójstwo Ino. Zbyt wiele przerażających rzeczy tu się działo.
****************************
-Wróciłam, z Atsuchim już wszystko w porządku, powinien wkrótce do siebie dojść.
Sakura weszła do pokoju i spojrzała na Sasuke, który stał przy oknie i wpatrywał się w dal.
-O czym myślisz? –zapytała i delikatnie przytuliła się do jego pleców.
-O niczym. –chłód jego odpowiedzi trochę zbił ją z tropu.
Słyszała jak bije jego serce, choć go obejmowała, to czuła, że jest od niej odgrodzony jakimś nieprzeniknionym murem. Niby byli razem, ale miała wrażenie, że jego związek dusił, zabierał mu wolność. Nie chciała jednak tego przyznać nawet przed sobą, kochała go tak szaleńczo, nie mogłaby bez niego żyć, potrzebowała go jak powietrza.
-Boję się… -wyszeptała mu do ucha i poczuła jak zadrżał.
-Czego?
-Że pewnego dnia się obudzę, a ciebie nie będzie.
Nie odezwał się, słowa utknęły mu w gardle, a serce przyśpieszyło. Czyżby wyczuła, musiała się jakoś dowiedzieć co on planuje, ale jak?
Milczeli oboje, a Sakura w milczeniu Sasuke znalazła to straszne potwierdzenie jej słów. Przycisnęła się do niego jeszcze mocniej, powstrzymując łzy.
-Przepraszam… -powiedział
Jedno słowo, krótkie, ale wyrażało więcej niż cokolwiek innego. To co było między nimi, delikatne gesty, czułe słowa. To nie powinno było się zdarzyć. Oboje dobrze wiedzieli, że pewnego dnia to się skończy, że nie ma szans przetrwać, mierzyć się z obsesyjną chęcią zemsty, mrokiem zamkniętym w sercu. A jednak dziewczyna tego chciała, nie ważne czy miałaby cierpieć potem przez resztę życia, ważne było tu i teraz. Żyła tymi chwilami kiedy on, choć na chwilę, wpuszczał ją w głąb swej duszy.
Odwrócił się do niej powoli i ujął jej twarz w dłonie. Trzymał ją tak delikatnie jakby byłą z porcelany, choć była silna, tak łatwo było ją zranić, przez niego jej serce nie raz rozbiło się na drobne kawałki. Przysunął się jeszcze bliżej i swoimi wargami dotknął jej. Zatapiał się wolno w długi pocałunek, zapominał wtedy o wszystkim, czuł się wolny i szczęśliwy. Sakura wplotła ręce w jego włosy, na chwilę oderwała się od niego i spojrzała prosto w oczy.
-Kocham cię.
Nie odpowiedział, zamiast tego znów wpił się w jej usta. Chciał czuć jej smak, pragnął aby ta chwila trwałą wiecznie, pragnął się napawać tą chwilą bo się bał. On, wielki i nieustraszony Sasuke, był przerażony, ponieważ czuł, że ten pocałunek jest jednym z ostatnich, że już nigdy nie zazna tej słodkiej rozkoszy, że już nigdy nikt go tak nie pokocha jak ona. Objął ją najmocniej jak potrafił nie robiąc jej krzywdy, a potem położył na łóżko, pragnął teraz tylko tych pocałunków i nic innego nie miało znaczenia…
*********************************
-Neji mogę już otworzyć oczy?
-Jeszcze chwilę!
-Zaczynam się bać.
-Nic się nie martw, na pewno ci się spodoba.
-Niespodzianka!
W tym momencie Tenten otworzyła oczy, cały pokój udekorowany był kwiatami i wszelkiego rodzaju bronią, na stole stał nieduży tort z krzywą siedemnastką.
-Wszystkiego najlepszego! –powiedzieli równocześnie Lee, Gai i Neji.
-Chcieliśmy zaprosić więcej osób, ale wiesz że w obecnej sytuacji…
-Rozumiem i cieszę się, że pamiętaliście.
Posadzili solenizantkę naprzeciwko ciasta, sensei zapalił świeczki, a potem kazali jej pomyśleć życzenie. Dobrze wiedziała czego tak naprawdę chce, wrócić do domu. Nienawidziła Fribi-nichi, ale pewnie tak jak wszyscy. To miejsce napawało ją strachem tak bardzo, że bała się w nocy wychodzić do łazienki. Skupiła się więc mocno na swoim życzeniu i dmuchnęła. Małe światełka zgasły wszystkie od razu, a jej przyjaciele zaczęli klaskać.
-No to pora na prezenty! –rozpromienił się Rock i wręczył jej niedużą paczkę owiniętą w brązowy papier.
Powoli ją otworzyłam, w środku znalazłam nasze zdjęcie, zrobione w tym roku, ozdobione drewnianą ramką z naszymi inicjałami.
-Sam ją zrobiłeś, prawda? –zapytała z uśmiechem choć znała odpowiedź.
-Potraktowałem to jako kolejne wyzwanie. –podniósł kciuk, ale nie zdążył skończyć gestu bo Tenten uwiesiła mu się na szyi dziękując.
Gai podarował jej na spółkę z Neji’m zestaw najdziwniejszej broni jaką w życiu spotkała. Zakrzywione noże z czymś na kształt kolców nazywały się Karanuki, tak potężne, że łatwo mogły pozbawić kogoś sporego kawałka ciała.
-Dziękuję! –krzyknęła rozradowana, po ostatnich strasznych wydarzeniach, ten miły i inny dzień sprawił, że na nowo zatliła się w niej chęć do życia.
************************
Wieczór jak zwykle wkradał się niepostrzeżenie, łąki wkoło domu powoli nabierały pomarańczowej barwy by potem skryć się w mroku. Te gwiazdy, którym udało się przebić przez gęste chmury, migały znudzone i przyblakłe. Księżyc był tylko półokrągłą łuną za szarą kurtyną, a wiatr grał nieznaną nikomu melodię, świerszcze skrzypiały wśród wysokiej trawy, a nocne ptaki wyśpiewywały tajemnicze ballady. Nagle wszystko ucichło, a z nieba spadły pierwsze zimne krople, potem następne, a już po chwili z nieba lały się strumienie wody. Można się więc było zdziwić na widok młodej kobiety, która stała na środku polany i spoglądała w górę, zachowywała się tak jakby obojętne jej były strugi albo wszechobecna ciemność. Nie wiedziała coś się dzieje, każda komórka jej ciała kazała jej iść, ale stała w miejscu, ponieważ małą część jej rozsądku silnie powstrzymywała resztę od popełnienia głupstwa. Przecież nie mogła wrócić do Saro, nie mogła znowu zabijać.
-Morderczyni… -echo tego głosu wciąż odbijało się w jej głowie.
-Mage co ty tam robisz! Przeziębisz się! –Krisi podbiegła do niej i siłą zaciągnęła do budynku.
A deszcz ciągle padał, jakby próbował zmyć całe zło tego świata, ale ono schowało się pod parasolem i śmiało się głośnio. I nikt tak naprawdę nie wiedział co tak naprawdę krył niepozorny drewniany budynek, jak straszna historia się z nim wiązała…

Za błędy przepraszam, ewentualnie coś potem poprawię.



14 luty

czwartek, 4.lutego.2010, 19:51
NOWA NOTKA 14 LUTEGO!



Wielki ninja nie ucieka, tylko mądry...

czwartek, 24.grudnia.2009, 23:08
Witam, w końcu napisałam notkę, dziwna jest przyznam szczerze bo nigdy nie opisywałam walk i nie wyszło mi to za dobrze. Następnym razem mam zamiar wreszcie skupić się na innych osobach i parach. Będzie coś o Neji’m i Tenten, ważnej wieści Kurenai i może znajdzie się miejsce na sasusaku, więc bądźcie cierpliwi bo ja jeszcze wrócę!
Wesołych Świąt, notkę możecie potraktować jako prezent ode mnie.
****************************
Stał tam przed nim i uśmiechał się kpiąco, nieprzytomna Mage w jego ramionach napawała go obrzydzeniem. Z drugiej strony jaką miał pewność, że ten cały Saro mówi prawdę? Jednak ten znak na jej ramieniu, przecież potwierdzał jego słowa. Atsuchiemu wiele myśli naraz przelatywało przez głowę. Wiedział jednak, że jeśli czegoś nie zrobi, ten chłopak zabierze ją ze sobą.
-Puść ją!
-Bo niby co mi zrobi taki mały ninja jak ty, nie wydajesz się być zbyt silny i sa na to tylko twa wytłumaczenia, albo jesteś wyjątkowym beztalenciem, albo medykiem, choć stawiam na to drugie, słychać jak w twojej torbie obijają się o siebie szklane butelki.
-Mogę więcej niż myślisz Saro!
W tym momencie Atsuchi zza paska wyjął niewielką fiolkę i rzucił ją na ziemię tuz pod stopy wroga.
-Ha nawet nie trafiłeś –Saro zaśmiał się kpiąco patrząc jak kolejne ampułki rozbijają się wkoło niego.
-Nie doceniasz mnie? Zaraz gorzko tego pożałujesz. –Zielonooki rzucił ostatnią buteleczką.
W tym momencie rozlane na ziemi płyny zaczęły wytwarzać gęstą mgłę, która szczelnie oblepiała ciało przywódcy. Czarnowłosy już zaczął tryumfować jednak w tym momencie poczuł mocny ból w okolicy brzucha i przeleciał kilka metrów w tył, zatrzymując się na jakimś drzewie.
-Jesteś głupi skoro myślałeś, że taką sztuczkę pokonasz przywódcę Czarnych Ninja!
Atsuchi ledwo się podniósł, cios była na tyle silny, że ciężko było mu się wyprostować. To prawda, że był słaby, nigdy nie przykładał większej wagi do walk, zajmował się raczej ich skutkami. Stał na chwiejnych nogach i dyszał ciężko, nie miał pojęcia co ma teraz zrobić, nie miał przecież szans w starciu z nim.
-Wiesz co, nie mam czasu na zabawę, załatwię to szybko. –Saro odłożył dziewczynę na trawę i wyjął dwa długie kunai’e. –Teraz zginiesz!
Natarł na chłopaka z taką szybkością, że ten ledwo uskoczył, ale i tak broń rozcięła mu skórę na ramieniu. Rana zapiekła boleśnie, ale nie miał czasu się nad tym zastanawiać, musiał unikać kolejnych ciosów, a przy okazji myśleć jaki następny ruch wykonać. Mógł uciec, ale nie potrafił zostawić Mage samej, nawet jeśli napawała go wstrętem. Zdrową ręką nerwowo grzebał w kieszeni nie spuszczając jednak wzroku z wroga, który zatrzymał się i przyglądał mu uważnie. W tym momencie wyczuł pod palcami najmniejszą buteleczkę, to była jego ostatnia szansa, jeśli to nie zadziała to nie miał już żadnych pomysłów. Najpierw wyciągnął inny flakonik i wypił jego zawartość.
-Co ty planujesz? –Saro przyglądał mu się uważnie.
-Zaraz się przekonasz co może taki nic nie warty medyk jak ja.
Wyjął z kieszeni eliksir i rzucił nim o ziemię, wkoło zawirowało, ale z pozoru nie zmieniło się nic. Atsuchi zastanawiał się chwilę czy o zadziałało, ale zdezorientowana mina Czarnego Ninja mówiła mu wszystko. To czym rzucił to nie był zwykły wywar, substancję tę nazwał „Mieszacz zmysłów”, każdy kto znalazł się pod wpływem jego oparów wariował, słyszał tysiące dźwięków o różnych częstotliwościach, kolorowe obrazy migały mu przed oczami nie pozwalając się skupić, a wkoło czuł mnóstwo różnych zapachów. To wszystko sprawiało, że przeciwnik po prostu głupiał, nie wiedział co się dzieje i nie był w stanie walczyć. Składniki do sporządzenia mieszanki były strasznie trudno dostępne, więc medyk zrobił tylko pięć sztuk, tyle samo zrobił odtrutek, które pozwalały oprzeć się szaleństwu. Takie zestawy dał Krisi, Gaarze, Temari i Kankurou. Miała to być broń na tak zwaną „czarną godzinę”, kiedy znajdą się w sytuacji bez wyjścia, tak ja teraz on.
Miał tylko kilka sekund na zadanie ciosu, ale niestety Saro mimo dezorientacji wciąż chronił swoje najsłabsze punkty jakąś tarczą. Atsuchi wypatrzył tylko jedną małą lukę w okolicach lewej części brzucha, zamachnął się i rzucił nożem. Trafił idealnie, ponieważ przeciwnik zgiął się w pół i już całkowicie przytomny patrzył zdumiony na głęboką ranę, która bolała go niemiłosiernie.
-Co to było?
-Nie tylko ty masz kilka sztuczek w zanadrzu. –brunet zaśmiał się.
-Nie bądź taki pewien swego.
W tym momencie medyk zobaczył, że ninja zniknął, uradowany, że ten uciekł wyprostował się tryumfalnie i podszedł do Mage. Nie wiedział, że popełnił jeden z podstawowych błędów, stracił czujność, dał się podejść bo już o chwili leżał nieprzytomny obok swojej towarzyski, jedyne o czym zdążył pomyśleć to to, że nie uda mu się już jej uratować.
Saro zaczął się śmiać, ręką uciskał bok z którego obficie wypływała krew.
-Cholera, ten mały dobrze wiedział jak się wbić, nieźle mnie uszkodził. Teraz on się tu wykrwawi, a ja wezmę Rimę i wrócę do bazy.
Już chciał wziąć dziewczynę na ręce, ale usłyszał, że ktoś się zbliża.
-Odsuń się od nich albo pożałujesz.
Z lasu wyskoczyła brązowowłosa dziewczyna, na prawej nodze miała opaskę ze znakiem liścia, a w ręku trzymała kunai, wyglądała na gotową do ataku w każdej chwili, dopiero po chwili przywódca zorientował się skąd ją zna. Widział ją tylko raz, ale wszędzie by poznał tą zaciętą minę, dokładnie taka sama jak kiedyś.
-Jesteś koleżanką Rimy prawda? Miło cię znów zobaczyć. –wyszczerzył zęby w uśmiechu i potrząsnął srebrną czupryną.
-Daruj sobie te uprzejmości. Jeśli myślisz, że znowu zabierzesz nam Mage to się mylisz! –krzyknęła szykując się do skoku na wroga.
-Mnie i tak nie pokonasz, chcesz zginąć tak jak ten medyk? Za inną osobę? Bez sensu.
Krisi nie czekała na jakiekolwiek inne słowa. Jednym szybkim ruchem znalazła się przy Saro, ale jej broń odbiła się od niego.
-Za wolno!
Zdenerwowała się i ponowiła atak, ale i tym razem jej wysiłki spełzły na niczym. Mimo wielkiej rany na brzuchu to Czarny Ninja wciąż był silniejszy niż ona.
-Technika mroźnego wiatru! –palcami dotknęła ust, a struga chakry spływając po dłoni rozlała się na ziemi, a po chwili zaczęła drgać i znikła zamieniając się w silny wiatr krążący wokół nich.
Na przeciwniku nie zrobiło to jednak wrażenia, mroźne powietrze nawet go nie drasnęło więc by nie tracić sił, cofnęła je.
-Ostrza śmierci!
Nomura w ostatniej chwili zaczęła robić uniki przed ostrzami lecącymi w jej stronę, były tak szybkie, że praktycznie ich nie dostrzegała więc kilka z nich rozcięło jej skórę, na szczęście nie były to poważne obrażenia.
Wszystko działo się w ułamkach sekund, kiedy Saro ponowił zmasowany atak, Krisi utworzyła tarczę od której ostrza odbiły się i poleciały w stronę jej wroga. Bez problemu wyminął je, ale strasznie się denerwował bo krew z jego boku spływała obficie i czuł się coraz słabszy.
Dynamiczność walki wykańczała dziewczynę, treningi z Gaarą były wyczerpujące, ale kiedy wszystkiego miała używać w prawdziwej walce czuła, że nie daje rady. Kolejne ciosy nic nie dawały, nie mogła nawet go dosięgnąć. Poczuła, że musi się postarać jeszcze bardziej.
-Obrona lśniącej zbroi! –uformowała z chakry warstwę, która pokrywała ją od stóp do głów. Nie była to zbyt dobra obrona, ponieważ nie potrafiła utrzymać jej zbyt długo, ale musiała się jak najbardziej zbliżyć do chłopaka.
Podbiegła szybko w tym czasie tworząc długi i ostry kolec. Miała tylko jedną szansę, nie chciała jej zmarnować. Kiedy wróg podskoczył aby uniknąć ciosu niespodziewanie też wyskoczyła do góry i ugodziła go dokładnie w to samo miejsce co wcześniej Atsuchi. Zawył z bólu i opadł ciężko na ziemię, jednak nie pozostawał dłużny, próbował zranić Krisi, ale odbił się od ochronnej tarczy. Zaklął, ledwo się ruszał, wiedział, że jedyną szansą dla niego jest teraz ucieczka. Zbliżył się więc do Mage i nachylił się nad nią wciąż nie spuszczając oczu z Nomury.
-Odsuń się od niej! –krzyknęła, ale nagle poczuła, że jej nogi robią się strasznie ciężkie, już zbyt długo używała obrony, nie mogła się ruszyć choć starała się jak mogła by ocalić przyjaciółkę.
-Nie martw się, niestety musze ją zostawić na razie. –pocałował w usta nieprzytomną dziewczynę –Ale nie musze się martwić na pewno wkrótce Rima sama do mnie przyjdzie.
-Na pewno nie! Nie masz co na to liczyć, już nigdy nie będzie taka jak wtedy!
-Jeszcze się przekonamy! –zaśmiał się kpiąco i zgięty w pół uciekł.
Dopiero w tym momencie paraliż ustąpił i dziewczyna upadła na kolana dysząc, nie mogła go gonić, musiała ocalić Atsuchiego. Powoli wstała, nogi wreszcie działały tak jak trzeba więc podbiegła do chłopaka który leżał w kałuży krwi.
-Błagam żyj! –szepnęła i sprawdziła dłonią puls, ledwo go wyczuwała, ale poczuła ulgę.
Wyjęła z jego torby opatrunki i zatamowała krew, nie była medykiem, wiedziała, że jej prowizoryczna praca nie da zbyt wiele. Zarzuciła sobie go na plecy, był ciężki, ale musiała go donieść do Fribi-Nichi. Spojrzała na Mage, przecież nie mogła jej zostawić, ale niby jak miała ją zabrać ze sobą? W tym momencie usłyszała, że ktoś staje koło niej, najpierw się przestraszyła, ale potem usłyszała głos:
-Daj go mi, a ty weź ją!
-Gaara! –był wybawieniem, zabrał od niej Atsuchiego i pomógł jej wsadzić na plecy przyjaciółkę.
-Dzięki! –krzyknęła kiedy biegli, jej głos drżał, a w oczach pojawiły się łzy –Niestety nie dałam rady go pokonać, gdyby wcześniej nie został ranny pewnie by mnie zabił. Jestem wciąż za słaba, to wszystko moja wina, nie przykładałam się do treningów, ale chyba nigdy nie będę wystarczająco silna.
Kazekage nie powiedział nic, nawet na nią nie spojrzał, pomyślała, że pewnie się z nią zgadza, zresztą to była prawda, gdyby bardziej się starała, gdyby nie była taka uparta, może nie musiałaby już rozważać jego słów: „..wkrótce Rima sama do mnie przyjdzie.”. Czy to była prawda? Czy naprawdę Mage byłaby wstanie to zrobić, wrócić do niego, po tym co jej zrobił? Krisi niczego już nie była pewna.
****************************
Siedział przy ognisku i patrzył się na jej twarz, im dłużej jej się przyglądał tym więcej różnic znajdywał. Była podobna do Ino, owszem, ale tak naprawdę tylko na pierwszy rzut oka. Przede wszystkim była młodsza, miała czternaście lat, jej ciało wciąż dopiero się kształtowało, brakowało jej pięknych kształtów Yamanaki, twarz tez była bardziej okrągła, dziecięca, miała też inny kształt nosa, bardziej zadarty i większy. Zastanawiał się dlaczego widzi te wszystkie różnice, nigdy nie przypatrywał się tak blondynce ze swojej drużyny, a jednak widział każdą drobną nieścisłość. Marie podkuliła nogi i objęła je ramionami wciąż wpatrzona w ogień, jej palce były o wiele mniej zgrabne, krótsze, dłonie nie wydawały się takie delikatne. Spojrzała w jego stronę i uśmiechnęła się kojąco, zupełnie inaczej… Odwrócił wzrok, nie, nie mógł ich porównywać! Były dwoma zupełnie innymi osobami, teraz to widział, zaślepiony bólem po stracie Ino szukał jakiegokolwiek ratunku, kogokolwiek kto by ją przypominał choć w małym stopniu…
-Idę się przejść –rzucił i poszedł do lasu, chciał zostać sam na sam ze swoimi myślami, bał się, że wkrótce zwariuje, nie sądził, że jakakolwiek kobieta tak zamąci mu życie.





Filmik

piątek, 27.listopada.2009, 19:54



Zapowiedź

sobota, 21.listopada.2009, 20:48
Wiem, wiem jestem zła, okrutna i straszna. Miała byc notka, a ciągle nie ma. Wiecznie mam coś do roboty, nie sądziłam, że w liceum jest tak mało wolnego czasu. Myślę jednak, ze gdy znajde chwilę to coś naskrobię, szczególnie że ostatnio zmniejszyła się moja niechęć do Naruto.
Chociaz wiem, ze moja ukochana para SasuSaku nie ma szans zaistnieć to lubię ją i pewien blog zainspirował mnie do krótkiego wierszyka.

Zapomnieć
Obiecałam sobie, że zapomnę,
Że znikniesz z moich myśli,
Wmawiał że ciebie nie kocham.
Przecież tak nas skrzywdziłeś,
Odrzuciłeś moje wyznanie,
Chcę cię nienawidzić,
A jednak nie potrafię.
Mogę powiedzieć śmiało,
Że nie znam cię wcale,
Zbyt wiele czasu minęło.
Lecz gdy o tobie myślę,
Nie mogę przestać śnić,
Że kiedyś dnia pewnego,
Znów do ciebie powiem:
Ohayo Sasuke-kun.

Pozdrawiam gorącą i mam prośbę, jeśli ktoś jeszce czyta tego bloga i chce byc powiadomiony jak w końcu wyjdzie notka niech napisze mi w komentach drogę kontaktu (adres e-mail, numer gg, blog)



Marie

środa, 30.września.2009, 22:03
Chciałabym powiedzieć po prostu „wróciłam”, ale nie mogę bo nie wiem czy będę pisać, czy to ma sens. Dlatego nic nie obiecuję, a tę krótką notkę wklejam bo wyszukałam ją gdzieś w czeluściach swoich folderów i dokończyłam. Może napiszę coś dalej, chciałbym , ale nie wiem. Pozdrawiam serdecznie tych którzy wierzyli, ze jeszcze kiedykolwiek coś napiszę, napisałam, dziękuję za uwagę.
****************
Dym z papierosów gryzł ją w oczy i sprawiał, że ciągle było jej niedobrze. Balansowanie w krótkiej spódniczce, wśród pijanych mężczyzn też nie należało do przyjemnych zajęć. Musiała znosić ich nieprzyzwoite żarty i jawne napastowanie, uważając przy tym, żeby nie rozlać rozmaitych trunków, które trzymała na tacy. Pracowała zaledwie kilka tygodni, a już miała dosyć, to co robiła stanowczo nie było warte nędznego wyżywienia i malutkiej klitki na poddaszu, ale nie chciała narzekać. W dzień, kiedy ruch był mniejszy. wychodziła do wioski szukając jakiegoś lepszego zajęcia, jednak kompletnie nie nadawała się do prania czy gotowania.
Nakładając kaptur na głowę jak zwykle wyszła na pylistą drogę.
-Witaj Marie! –kobieta o krótkich czarnych włosach machała do niej energicznie, przerywając malowanie ściany swojego domu.
-Dzień dobry pani Akazuki! –skłoniła się i podeszłą do niej.
-Dziś będziecie mieć w karczmie prawdziwy natłok.
-Jak co wieczór.
-Nie słyszałaś? –nachyliła się i zaczęła szeptać –Dziś przyjeżdża Horakora Nawayuzu.
Nie była tu jeszcze nawet tygodnia, a to nazwisko słyszała już wiele razy. Urzędnik, który zbierał podatki od mieszkańców, dosłownie zdzierał z nich ostatnie grosze. Ludzie nienawidzili go, ale nie śmieli się przeciwstawiać, ponieważ jeśli ktokolwiek go zdenerwował musiał zapłacić za to wysoką cenę. Wszyscy wiedzieli też, że prowadzi, w co najmniej kilkunastu wioskach, domy oferujące usługi „pań do towarzystwa”. Pracowały w nich głównie dziewczyny, które zostały wzięte jako „zapłata”, najczęściej córki rolników, których nie było stać na opłacenie podatku.
-Przyjedzie z całą swoją świtą, mam szczęście, dzięki temu, że wyjechałam do Teretif udało mi się sporo zarobić i stać mnie, żeby zapłacić.
Jednak Marie już nie słuchała, biegiem popędziła z powrotem do karczmy.
Pchnęła ciężkie drewniane drzwi i wpadła do środka potykając się o stoły i ławy w nieładzie porozstawiane po pomieszczeniu.
-Co się stało mała?
Hiroya Seo, właściciel, wyszedł z zaplecza czyszcząc szmatą jakąś szklankę.
-To prawda, że Korakora Nawayuzu przyjeżdża dzisiaj?
Mężczyzna zrobił nietęgą minę.
-Taa, będziecie musiały się dzisiaj trochę bardziej postarać.
Nim zdążyła zapytać o coś jeszcze, znowu zniknął za drzwiami. Odgarnęła na bok jasną grzywkę i westchnęła. Nasłuchała się sporo opowieści o tym jak bardzo przechlapane mają kelnerki obsługujące urzędnika.
-To będzie naprawdę ciężkie, sto razy bardziej wolałabym być w domu…
**********Dzień później***********
Południowe słońce mocno przygrzewało, siedzieli w cieniu drzew.
-Shikamaru jesteś pewien, że to tutaj?
Chouji siedział oparty o drzewo i jadł już piąte jabłko podczas, gdy Nara uważnie studiował mapę.
-Wszystko na to wskazuje. Chodź.
Ruszyli w stronę miasteczka, a kiedy znaleźli się na głównej drodze rozejrzeli się dokładnie. Nie było widać żywej duszy, była dziwnie spokojnie.
-Może zapytamy tam?
Shikamaru wskazał na budynek wielkością odznaczający się od innych, nad drzwiami wisiał wielki szyld „Karczma pod złotym shurikenem”
Weszli z wolna do ciemnego pomieszczenia. Było tam strasznie duszno, z początku myśleli, że nikogo nie ma, ale wyraźnie słyszeli pochlipywanie w jednego z kątów. Poszli tam, okazało się, że przy niewielkim stoliku siedzi zakapturzona postać.
-Przepraszam. –Chouji podszedł bliżej.
Człowiek podniósł głowę, kaptur zsunął się mu na ramiona. Zamarli, przed nimi siedziała piękna blondynka o niebieskich oczach, zaczerwienionych od płaczu.

Shikamaru przez chwilę stracił oddech, ona była taka podobna do Ino.
-Poszukujemy Korakora Nawayuzu. -Chouji postanowił się odezwać, ponieważ jego przyjaciel stał z otwartymi ustami i przyglądał się dziewczynie.
Nastała chwila ciszy, a potem ona wybuchła szlochem.
Nagle w drzwiach na zaplecze pojawił się mężczyzna, właściciel baru.
-Marie przestań już, dobrze wiesz, że tak musiało być i już. Witam, szukacie Wielkiego Ko? Był w wiosce niespełna dwa dni temu. Ta kelnereczka ryczy bo musiałem oddać dwie inne, nie było mnie stać na zapłacenie podatków, ponieważ potrojono je.
-Po co mu te kobiety?
-Wy nic nie wiecie? Przecież Korakora prowadzi największe domy uciech w tej okolicy. Teraz zapewne jest w swojej głównej siedzibie na zachód stąd w wiosce Ulatulu.
-Dziękujęmy za informację.
Shikamaru ruszył w stronę drzwi uważając by nie potknąć się o połamane taborety i stołki walające się na podłodze.
-Zaraz nie zjecie czegoś?
Ale chłopak już nic nie słyszał. Ta Marie, dlaczego musiała wyglądać tak podobnie do niej? To spojrzenie, pewne i zuchwałe, ale w głębi delikatne, jasne włosy okalające jej twarz. Jego serce biło szybciej, w pierwszym momencie kiedy ją zobaczył, pomyślał, że to Ino i ucieszył się. Ale szybko zdał sobie sprawę z tego, że przecież widział jak Yamanaka ginie, jak skoczyła z urwiska, przecież tam był, nie mógł jej uratować, nie mógł…
-Shikamaru zaczekaj! Wyszedłeś tak nagle.
Chouji dogonił, go wtedy chłopak zatrzymał się i spojrzał na niego z dziwnym wyrazem twarzy.
-Widziałeś kogo przypominała?
Akimichi pokiwał tylko twierdząco głową.
-Chodźmy już do tego faceta.
I ruszyli oboje milcząc…
************************
-Zaczekaj, zdaje mi się, że coś słyszę.
Shikamaru przystanął i zaczął rozglądać się dookoła.
-Kimkolwiek jesteś wychodź!
-Przepraszam, ale chcę iść z wami.
Zza krzaków wyszła Marie, miała plecak a plecach i błagalnie spojrzała się na nich.
-Dlaczego?
-W Ulatulu mieszka moja kuzynka, już dawno chciała zamieszkać u niej, ale nie mogłam. Ten las jest niebezpieczny, bałam się iść sama.
Zalała się rumieńcem pod wpływem wzroku Nary, ale uśmiechnęła się zalotnie.
-No dobra.-blondynka ucieszyła się –Ale błagam cię nie sprawiaj kłopotów…


 



Oświadczenie

Niniejszym oświadczam, że na potrzeby mojego opowiadania będe zmieniac, niektóre fakty z Naruto. Komu się to niepodoba niech nie czyta!


Licznik:





O mnie:
O mnie

Dodaj mnie

Dodaj do ulubionych





Archiwum
2007
marzec (4)
kwiecień (8)
maj (4)
czerwiec (4)
lipiec (2)
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (3)

2008
styczeń (1)
luty (3)
marzec (1)
kwiecień (2)
czerwiec (2)
sierpien (2)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (1)

2009
styczeń (1)
kwiecień (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
wrzesień (2)
listopad (2)
grudzień (1)

2010
luty (2)
czerwiec (1)
sierpien (1)
listopad (1)
grudzień (1)

2011
kwiecień (1)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (1)



Księga Gości
Patrz
Pisz

Ulubieni
catalina-new-typelollipopssasuke-naruto-sakura

Opowiadania Naruto
Tenten Dream

Oceny
Oceny Lii

Mój Profil

Podlinkuj

brak kategorii (65)
wszystkie (65)


Kluby


Toplisty

Opowiadania z Naruto

Naruto

Favourite


 





"Ja go kocham..."


"...czy bestia może pokochać!?"


"Dlaczego muszę wybierać?"


"Wybór należy do ciebie..."


"I tak to zawsze ją kochałeś..."


"Dlaczego ona jest taka nieśmiała?"


"Muszę wreszcie przezwyciężyć nieśmiałość"


"A może jednak cos do niej czuję?"


"Kiedy on wreszcie zacznie traktować mnie poważnie..."


"Czy to co czuję to miłość?"


"Nie wiem czy go kocham..."


Szablon

Lay by:
Me
Photo inPhotobucket




By Me

 



 
Otwórz oczy.
 
Spójrz na jej twarz,
 
Już nie możesz jej odrzucić,

Miłość was połączyła.
 
Uwierz, a wszystko co chcesz sprawi...
 
Że to będzie największa LOVE STORY. 
 
 

 


Sakura


Sasuke


Shikamaru


Ino


Temari


Naruto


Hinata


Neji


Tenten


Gaara


Krisi


Shino


Kankurou


Sarah


Kiba


Atsuchi


Mage


Chouji


Lee


Kakashi


Kurenai


Asuma


Gai